Podsumowanie ISS WCT Atlas Mixed Doubles Łódź

03 December 2018 09:30 Aleksander Grzelka
Zwycięzcy ISS WCT Atlas Mixed Doubles Łódź - Judith i Lee McCleary. fot. Curling Łódź

W niedzielę zakończył się pierwszy w historii rozgrywany w Polsce turniej z cyklu World Curling Tour w kategorii par mieszanych. Wśród 24 par najlepsi okazali się Szkoci – Judith i Lee McCleary.
Dwadzieścia cztery drużyny zostały podzielone na cztery grupy. Każda para rozegrała 5 meczów rundy zasadniczej, po czym po dwie najlepsze drużyny z grupy awansowały do ćwierćfinałów. Zawody rozpoczęły się w czwartek kolejką o 15:45.

Pierwsze kolejki toczyły się bez większych niespodzianek. Na pozycjach liderów umacniali się faworyci z Norwegii (Skaslien/Nedregotten), Rosji (Moskaleva/Eremin) czy Węgier (Palancsa/Kiss). Grupą śmierci okazała się ta z literą „D”. O tym jak silne grały tam zespoły świadczą dwa fakty. Nie zdołali z niej awansować świetni Szwedzi (Heldin/Lindstroem), a przede wszystkim grali tam również późniejsi finaliści turnieju Finowie Virtaala/Rantamaki oraz małżeństwo McCleary.

W grupie B niemałą sensację sprawiła polska para Pluta/Cesarz. Po zaciętym pojedynku pokonali oni tegoroczną reprezentację Szkocji na MŚ Par Mieszanych - Stirling/Kingan. W ostatnim kamieniu meczu Marta Pluta precyzyjnie usunęła szkocki kamień czym postawiła pod znakiem zapytania awans do ćwierćfinałów przeciwników. Ten bowiem zależał do ostatniej chwili od rezultatów innych spotkań. Gdyby w ostatniej kolejce Pluta/Cesarz pokonali parę Rybicka/Dzikowski, wówczas w następnej fazie turnieju zameldowaliby się nieźle prezentujący się Anglicy – rodzeństwo Anna i Ben Fowler.

W niedzielę na lodzie zobaczyliśmy już czołową ósemkę. Jedynym polskim akcentem była para Szeliga-Frynia/Frynia. Stoczyli oni z Finami wyrównany bój. Na ostatni end Polacy wyszli z prowadzeniem 6:5. W trakcie partii udało im się umieścić kamień blisko środka w takiej pozycji, że bardzo realny stawał się extra end. Niestety, Pawłowi Fryni nie udało się postawić dobrego strażnika, co fenomenalnie wykorzystał tegoroczny olimpijczyk Tomi Rantamaki dojeżdżając precyzyjnie na środek.
Równolegle odpadły dwie drużyny rosyjskie. Moskaleva/Eremin ulegli późniejszym triumfatorom turnieju, zaś Biktimirova/Gadzhikhanov przegrali z dwukrotnymi mistrzami świata – Palancsa/Kiss. Rozstrzygnięcie pomiędzy Stirling/Kingan a Skaslien/Nedregotten zapadło dopiero po ostatnim zagraniu. Szkotka musiała dojechać precyzyjnie za bliskiego strażnika na guzik. Siłę dobrała dobrą, jednak nieco za wąska linia zmusiła jej partnera do intensywnego szczotkowania. W rezultacie kamień zatrzymał się kilkanaście centymetrów za daleko.

Najlepszą czwórką turnieju zostały pary Virtaala/Rantamaki, Palancssa/Kiss, McCleary/McCleary oraz Skaslien/Nedregotten. W półfinale Węgrzy zagrali ze Szkotami i przegrali 3:6. Finowie w meczu z Norwegami zwyciężyli po zaciętej walce 9:8. Finał między parą Virtaala/Rantamaki a małżeństwem McCleary rozstrzygnął się już po 6 endach na korzyść Szkotów wynikiem 9:2. W ostatnim rozegranym endzie zawodnicy pochodzący z "ojczyzny curlingu" zdołali zapunktować aż 5 kamieniami. Bardziej zacięty był mecz o trzecie miejsce. Obie drużyny często zdobywały więcej niż jeden punkt w partii raz po raz przechylając szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Do rozstrzygnięcia potrzebowano jednak ekstra enda w którym zapunktowali Norwegowie tym samym zdobywając brązowy medal. Coś nam mówi, że to ich ulubiony kruszec medali… 😉

Turniej został ciepło przyjęty przez uczestników. Świadczy o tym m.in. naprawdę spora liczba bardzo pozytywnych opinii w kanałach social media biorących udział w turnieju zawodników i trenerów. W przyszłym roku ma się odbyć kolejna edycja. Liczymy, że będzie przynajmniej tak samo udana jak ta!